Tangoki‎ > ‎

Teksty

Irek Michalewicz - Mam takie marzenie"

Życie PRZED i PO- relacja z Wakacji z Tangiem 2011

Irek Michalewicz - Hulaj dusza, piekła nie ma?"

Andrzej Piotrów - Tango 504 km od Warszawy

Jak rozpocząc naukę tanga? Przemysław Mielcarek

Dorota Chmielewska-Łuczak - "Animus i Anima - tango jako medium poznania"

Miguel Angel Pla  - "Korzenie i zasady tanga" 

"Tancerz" Andrzej Waligórski

...a gdy na eleganckim balu
Swoje talenty rozpościera
Lew salonowy, jak z żurnalu
Wyrżnięty, albo jak z kuriera,
Gdy cały w skrętach i lansadach
Pełen finezji i uroku
Z partnerką swą na parkiet wpada
Wzrok mając wbity w głąb jej wzroku,
I prawie niesie ją, skubaniec,
Arcymistrzowską błyszcząc rangą,
Tańcząc bezbłędnie każdy taniec
(a ja wyłącznie nudne tango),
Gdy tak - powiadam - na nią władczo
Spogląda, jak na befsztyk smakosz,
I wszyscy nań z podziwem patrzą,
I każda chciała by z nim takoż,
A on wie o tym, i z zachwytem
Ów splendor pełną gębą chłepcze,
I do partnerki uszka przy tem
Uwodzicielskie słówka szepcze
A jego rachityczne nogi
Potrafią tańczyć jednocześnie
Aż drzazgi sypią się z podłogi
(o czym ja nawet marzyć nie śmiem).
U góry - dyrdymały sadzi,
U dołu - wolty i wiraże
I nigdy o nic nie zawadzi
Jakby piekielnym był kuglarzem,
I kiedy nagle się poślizgnie,
Przez chwilę równowagę łapie,
A potem w parkiet jak nie gwiźnie
Aż mu coś głośno chrząstnie w japie,
I z nosa mu się puści jucha,
I z lwa się nagle w glizdę zmienia,
I gdy na sali cisza głucha
Zapada, pełna obrzydzenia,
To chociaż jestem ateuszem,
Swój światopogląd nagle tracę
I wierzę że hen, nad ratuszem,
Tkwi w chmurkach zacny, siwy facet....
 

"Takie tango"  Ewa Chwedkowska, artkuł z portalu G-punkt

  

Dźwięki nieśmiertelnej „La Cumparsita" i sztywno wyprostowani ludzie nerwowo wymachujący głowami to w jedna to w drugą stronę- może i w Tobie takie skojarzenia budzi słowo „tango"? W takim razie to, co widzisz oczyma wyobraźni to tango klasyczne, zestandaryzowane. Jeśli tylko wpadniesz kiedyś w poniedziałek do Kamfory zobaczysz jak wygląda tango argentyńskie, oparte na improwizacji, zmysłowe, dostojne.

Zobaczysz taniec i poznasz ludzi, dla których jest pasją, a jest to środowisko nietypowe wymykające się wszelkim schematom. Obecnie mamy zwyczaj bawić się każdy w swojej grupie wiekowej, studenci ze studentami, zaś pięćdziesięciolatkowie w gronie własnym, a uczestnicy milong tworzą grupę niezwykle zróżnicowaną: tango łączy pokolenia. Wyjątkowe jest być może i to, że ludzie, którzy spotykają się na milongach, to nie anonimowa grupa z dyskoteki, większość zna się dobrze- z wieczorów tanecznych, warsztatów, kursów.
Skąd ta pasja, co właściwie w tym tańcu jest tak pociągającego?

Chodzić w objęciu, nic więcej

Zanim tango wkroczyło na salony i przybrało klasyczną formę skostniałego tańca klasycznego z charakterystycznym wymachiwaniem głową, królowało w argentyńskim półświatku. Historia tanga zaczęła się w ostatnich dekadach XIX wieku na przedmieściach Buenos Aires, w domach publicznych, wśród robotników- emigrantów z Europy. Stąd też charakter tanga, erotyka i smutek i wciąż powracające w tekstach tang tematy: miasto, miłość, zdrada, przygnębienie. Tango   (uwaga panowie) to także konwencja, w ramach której mężczyzna ma prawo płakać i przyznawać się do swoich emocji.
Co to takiego tango? „To smutek, który się tańczy" napisał Enrique Santos Discépolo (pisarz argentyński),"Potwór o dwóch głowach, bestia o czterech nogach, powolna lub żywiołowa, która żyje przez jedną piosenką i umiera, zamordowana przez ostatnie uderzenie rytmu.", opisała tango niezwykle plastycznie, choć może patetycznie Alicia Dujovne Ortiz (argentyńska pisarka) doskonale oddając niezwykłą jedność partnerów
„Tango to chodzić w objęciu", taką definicję podała mi Sofia Spina, nauczycielka tańca. Brzmi prosto? Wystarczy spojrzeć na parę tańczą w tak zwanym „bliskim trzymaniu" aby zrozumieć, że nie lada sztuką jest w to objęcie wprowadzić jeszcze figury.

Buenos Aires

By chronić „ten autentyczny i głęboki wyraz argentyńskiego narodu", utworzono w Argentynie Narodową Akademię Tanga. Celem tej Instytucji jest zachowanie i popularyzacja dziedzictwa, na które składają się tysiące nagrań utworów instrumentalnych, piosenek, filmów. Jeśli jest to taniec tak bardzo argentyński, tak bardzo typowy jedynie dla mieszkańców zza oceanu, to może próby tańczenia go przez europejczyków są czymś sztucznym, nieudolnym naśladownictwem? Założenia Akademii brzmią poważnie, ale czy tango to już nie przeżytek, czy w Buenos Aires wciąż tańczy się tango?

Na niektóre z nurtujących mnie pytań udało mi się znaleźć odpowiedź dzięki spotkaniu z Sofíą Spina i Oscarem Vasile, nauczycielami tańca, którzy na początku listopada poprowadzili we Wrocławiu warsztaty. Oboje koło sześćdziesiątki, lecz gdy tylko wchodzili na parkiet przeistaczali się w parę dwudziestolatków. Autentyczna radość z tego, co robią, błyszczące oczy. A że siwe włosy? Nieistotne. Być może taniec to recepta na wieczną młodość?

No dobrze, to jak z tym tangiem? Czy europejczycy mogą tańczyć? W końcu sam Borges twierdzi, że jest to coś właściwego jedynie jego rodakom. Ta wątpliwość od razu spotkała się z gorącym sprzeciwem ze strony Sofii. „O nie! Oczywiście, w tangu jest smutek i jest duma i zadziorność, tak typowe dla Argentyńczyków. To nie znaczy, że tango europejskie jest nieprawdziwe. Szczególnie zaskoczyła nas niesamowita atmosfera na wrocławskiej milondze w czasie warsztatów, zupełnie jak w Buenos Aires", wyjaśniła Sofia.

Zaś z milongą w Sali tańca wrocławskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Wrocław" przy ulicy Kościuszki było tak. Wieczór, więc kursanci wystrojeni wieczorowo, dominujące kolory to czerń i czerwień, w Sali z lustrami odbija się światło porozstawianych naokoło świec, w pomieszczeniu obok można zjeść kawałek ciasta, napić się sangrii, porozmawiać. „I to jest prawdziwa milonga, tak jak w Buenos Aires.", mówiła Sofía.

W Buenos Aires panuje jednak inna etykieta. W Polsce mężczyzna chcąc poprosić kobietę do tańca podchodzi do niej. Na parkietach ojczyzny tanga obowiązuje tak zwane „cabeceo". Argentyńczyk najpierw stara się nawiązać kontakt wzrokowy z wybranką, a potem ruchem głowy wskazuje na parkiet, oboje spotykają się już pośrodku sali. W ten sposób nawet, jeśli partnerka odmówi, porażka będzie dyskretna. Może dlatego właśnie Argentyńczycy chętniej tańczą?

Prowadzić (się) dobrze

Dlaczego on ma prowadzić?! Dość niedawno, a był to Sylwester, usłyszałam właśnie takie pytanie koleżanki skrajnej feministki, zdegustowanej wszelkim tańcem towarzyskim. Dalej argumentowała, że relacje taneczne przenoszą się poza parkiet, tam też dominuje i narzuca swą wolę mężczyzna, od kobiety oczekuje się posłuszeństwa. Słuszne? Doskonały potencjalnie temat na burzliwą dyskusję, temat zdecydowanie zasługujący na artykuł oddzielny. Słuszne to czy niesłuszne, mówi się, że tango odzwierciedla istotę relacji damsko- męskich. On prowadzi, oferuje partnerce swoje pewne ramię, ale też jego zadaniem jest dbanie o to by nie spowodować kolizji z inną parą. Ona- oczywiście uważnie słucha (całym ciałem słucha, nie uchem, a raczej okiem) partnera, i podąża zanim, jej kroki są nieco opóźnione w stosunku do kroków partnera tak, by nigdy nie było „falstartu". On prowadzi, ale to ona ma większe pole do popisu, to dzięki jej ozdobnikom taniec jest piękny.

I co jeszcze? Trzeba przyznać, że my, tancerki XXI wieku prowadzimy się marnie. Jak wynika z tak licznych utyskiwań moich koleżanek, jak i z mych własnych trudnych początków, nie bardzo wiemy jak dać się prowadzić. No, ale tez jak może być inaczej, skoro szlachetny zwyczaj tańca towarzyskiego podupadł i w parze tańczy się jedynie na weselu? Nic straconego, zyskawszy świadomość dotkliwego braku, jakim jest umiejętność tańca towarzyskiego zapisujemy się na kurs i ...

Tańczyć, czy stawiać kroki?

Tango to coś więcej niż odtworzenie figur tanecznych, „Istotna jest dla mnie techniczna biegłość w wykonywaniu poszczególnych figur, elegancja ruchów, prosta sylwetka; walczę ze swoim nieposłusznym ciałem, żeby opanować spięcie brzucha, zbytnie naprężenie prawej ręki czy „ledwo-trzymającą" rękę lewą (itp., itd.), ale jestem coraz bardziej pewna, że sam taniec nie wyraża się tylko poprzez techniczną poprawność/doskonałość, czy też w tej poprawności/doskonałości. To jest tak, jak ze sztuką, która nie osiąga swoich najwyższych lotów tylko poprzez warsztatową biegłość artysty... Tango jest dla mnie spotkaniem z partnerem w specyficznej przestrzeni, jaką jest jego interpretacja muzyki - tanga (może kiedyś uda mi się wyrazić to jakoś przejrzyściej, bardziej jeszcze właściwie...)." Takimi oto refleksjami podzieliła się ze mną Joanna Jabłońska, jedna z Wrocławskich pasjonatek tańca zza oceanu.

Takie tango, I rozrywka i filozofia. I niezła pożywka dla rozważań psychologicznych.




"Tango is a shared moment" - wywiad z Carlosem Gavito


 Poradnik dla początkujących tangueros w Warszawie (tekst z forum tangowego)

 
Cześć,
Rozglądam się za kursami tanga argentynskiego w Warszawie. Kolezanka ma znajomych ktorzy sie ucza wiec podpytalam i przyslala mi cos takiego na przestroge. Grrr. Odechciewa sie szczerze powiedziawszy. Czy tak jest naprawde?


Wskazówki dla początkujących tangeros/as – jak przetrwać w Warszawskim Światku Tangowym i nie zniechęcić się do dalszej nauki:

1. Przywyknij do tego, że stan bycia początkującym będzie się przedłużał w nieskończoność. Bycie początkującym/ą jest jak stygmat, będzie się za Tobą ciągnęło jak kula u nogi i prędko się nie odczepi. Warszawscy Wymiatacze tańczą od wielu lat, wiec nie prędko zaakceptują Cię jako jednego ze swoich. Bycie początkującym to jak bycie niewidzialnym. Bądź cierpliwy, że nieprędko wyłonisz się z nicości i poczujesz, że istniejesz.

2. Naucz się zadzierać nosa do góry. Poczuj się jak elita, przecież nie każdy ma takie oryginalne zainteresowania! Poczucie wyższości, nawet jeśli niezgodne z Twoją naturą, na warszawskich Milongach się przyda jak znalazł. Jeśli nie trawisz snobowania, przyzwyczaj się albo zmień hobby na jakieś inne.

3. Naucz się traktować ludzi odpowiednio do ich statusu tangowego. Jak jesteś początkujący rozmawiaj ze wszystkimi i znoś z honorem, że nie wszyscy rozmawiają z Tobą. Jednocześnie, wspinając się po drabinie zaawansowania, ogranicz swoje kontakty do coraz węższej elity tangowej. Jak niechcący pogadasz z jakimś początkującym, albo co gorsza się przedstawisz, zawsze możesz następnym razem udać, że widzisz tą osobę pierwszy raz, alternatywnie prześlizgnąć się po niej/nim obojętnym, niewidzącym spojrzeniem. Z czasem nabierzesz wprawy i naprawdę przestaniesz w ogóle zauważać tych, co tańczą mniej niż 3 lata.

4. Bądź trendy. Nabądź argentyńskie buty, pojedź do Buenos Aires – Twoja wartość wzrośnie błyskawicznie.

5. Naucz się wyrażać swoją fascynację tangiem słowami. Przypraw swój język wzniosłymi twierdzeniami i frazesami typu: tango to samo życie, tango to narkotyk, dopadł mnie wirus tanga, trafiła mnie strzała la cumparsita i nie mogę dalej żyć, itp.

6. Poćwicz przed lustrem wyraz ekstazy na twarzy. Wytrawny tangero z innym wyrazem nie tańczy, a przecież zamierzasz być wytrawnym tangero. Dobrze też jeśli mężczyzna opanuje srogie spojrzenie omiatające parkiet, wyrażające „z drogi, bo jak nie ….”, od którego początkującym fajtłapom ciarki przechodzą po plecach.

7. Masz dość? Nie odnajdujesz się w światku tangowym? Zamiast rezygnować z dalszej nauki odśwież się i odpocznij od Warszawy. Pojedź do innego miasta, gdzie ludzie tańczą tango, bo lubią i nie ma ścisłych podziałów na początkujących i na zaawansowanych. Na milondze się do Ciebie uśmiechną, zagadają, ucieszą, że Cię widzą, przywitają, pożegnają, obtańczą jeśli jesteś dziewczyną, dadzą się obtańczyć jeśli jesteś chłopakiem. Uwierzysz, że tango tańczą całkiem zwykli, sympatyczni ludzie i nabierzesz nowych sił na zderzenie z rzeczywistością w stolicy.

8. Nie ulegaj pochopnie sugestiom instruktora, że aby nauczyć się tanga, trzeba przychodzić na milongi. Jako początkujący tam zawadzasz. Jeśli już uległeś, to dalsze postępowanie zależy od tego, w jakiej znajdujesz się konfiguracji:
Jeśli jesteście parą (przynajmniej w tangu) i skoro zapłaciliście na wejściówkę to idźcie w tany, a co! Najwyżej podepczecie paru Wymiataczy i zbierzecie parę oburzonych spojrzeń, phi. Od tego się nie umiera.
Jeśli jesteś samotnym chłopakiem i tak masz lepiej, że nie jesteś dziewczyną, bo tych zawsze jest więcej i muszą czekać aż ktoś je poprosi do tańca. Ty masz przewagę, bo możesz prosić sam. Jednak wystrzegaj się ciekawości i skłonności do autotestów w stylu: „poproszę Wymiataczkę i zobaczę jak to jest zatańczyć z dobrą tancerką”. Odmówi Ci na 99%.
Jeśli jesteś samotną dziewczyną, zabierz na milongę kogoś znajomego, będzie Ci raźniej przesiedzieć cały wieczór przy stoliku. Porzuć naiwną wizję świata, która każe Ci wierzyć, że ktoś Cię poprosi: początkujący nie będzie miał śmiałości jeśli Cie nie zna, zaawansowany nawet na Ciebie nie spojrzy, przecież nie istniejesz dla niego. Ponoć są i takie, co przesiedziały siedem milong i nadal wybierają się na ósmą, więc i na taki hardcore musisz być gotowa. Skoro wylądowałaś w Warszawie i nie możesz się przeprowadzić, musisz być wytrwała.
Nie dajesz rady manewrować na parkiecie wśród tłumu Wymiataczy, miotających groźne spojrzenia? Nikt Cie nie poprosił? Czujesz się jak paproch, który się strząsa z ubrania? Nie załamuj się i nie rwij włosów z głowy, zamiast tego rozsiądź się wygodnie i spójrz na parkiet przez krzywe zwierciadło. Zobaczysz ilu tam pląsa zabawnych ludzi, śmiesznych w swojej nadętej pozie Rzekomo Świetnych Tangeros: tu Puchacz, tam Wystudiowana Stopa, tam Piorun, tu Dziki Cybulski, tam Tarantula, tu Czyngis Chan, tu Peryskop, tam Nadmierna Lordoza, tu Cerber i tak dalej i tak dalej.

9. Jak już będziesz mistrzem świata w tangu pamiętaj, że kiedyś byłeś początkujący

Majówka tangowa, 2009- wspomnienia Doroty.

 

Wspomnienia dobrze jest pisać po upływie czasu, zostaje to co …może niekoniecznie najważniejsze, ale przynajmniej najbardziej się trzymaJ

Jadę do Uroczyska z Wiesiem i Sandrą – jakie szczęście że jadę z nimi, bo sama zwątpiłabym wielokrotnie czy to właściwa droga….ostatni stromy zjazd jest więc ekscytującym urozmaiceniem (to nie ja prowadzę, jak cudnieJ), i stanowi piękne tło do wspominanej przeze mnie i W. kultowej sceny z „Plutonu.  Dojeżdżamy, parkujemy – ośrodek wygląda jak pozbawiony ludzi (nie doszliśmy jeszcze do wspominania filmów s-f ale i tak wyobraźnia pracuje…..). są zaparkowane samochody, przepiękne kare konie na łące, ale ludzi nie ma… Szukamy, zaglądamy, nadsłuchujemy…ciiiiiisza…..jak znikąd pojawia się niemal bezszelestnie szefowa, meldujemy się. Pani umieszcza mnie w pokoju z Wiesiem. Na mój protest, że to nie mój mąż, pani patrzy na mnie pobłażliwie i niezrażona pokazuje, że tak stoi napisane. Mozolnie ustalamy na nowo reguły kto z kim.

Potem po chłodnych korytarzach wyruszamy na poszukiwanie ludzi. Odnajdujemy pogrążonych w ćwiczeniach jogi i już zaczyna być normalniej. Potem obiad- na takich wyjazdach choćby nie wiem co się działo i tak punktem odniesienia wszystkiego jest obiad i śniadanie….Rozglądam się za pasztetami (R.z nostalgią je wspominał), ale spokojnie, to przecież obiad….

I pierwsze wyjście na ćwiczebny parkiet. Podział na grupy względem zaawansowania- ku zaskoczeniu i konsternacji Kasi i Irka nikt nie zgłasza się do grupy zaawansowanej, większość nieśmiało tłoczy się pośrodku. Tym niemniej podział się dokonał, ostatni stali się pierwszymi. Pierwsze warsztaty – my spięci, prowadzący z Warszawy teżJ Wąchamy się dopiero…. Warsztaty z milongi i czujemy że jesteśmy bardzo, bardzo, bardzo…niebardzo…

Z Kasią i Irkiem czujemy się już swobodniej, ale pierwszy dzień to Dzień Niepewności. Wrażenie potęgują zadomowieni longtime-tangueros którzy już pół tygodnia tu żyją i czują się jak u siebie. Wiedzą kiedy będzie pasztet, jacuzzi i trzymają buty do tanga już w sali balowej.

Czasem dobrze jednak że wiedzą, pod warunkiem że zna się takiego bywalca. Dzięki takim kontaktom trafiam do jacuzzi z szampanem i truskawkami, Kasią, Irkiem i boskim Mateuszem (jaka szkoda, że z powodu krótkowzroczności dowiaduję się o tym dopiero ze zdjęć) i kompletem uroczych pańJ Wydarzeniu towarzyszy sesja zdjęciowa, są emocje, potem gdy adrenalina opada, przychodzi świadomość tego jak bardzo jest zimno na zewnątrz. Ukrywanie się w jacuzzi nie pomaga bo z racji tego, że jestem dużą kobietą, zawsze jakiś kawałek mnie jest ponad powierzchnią…Wojtek wspaniałomyślnie ofiarowuje mi swój szlafroczek, na co słyszę autentycznie zaniepokojony głos Eli: „Ależ on się przeziębi!”

Czuje że stąpam po krawędzi ale postanawiam uszanować rycerski gest i czmycham w  Wojtkowym szlafroku.

Potem milonga. Moja pierwsza taka duża i z pompą. Tyle wspaniale tańczących, zwłaszcza wiele wspaniale tańczących kobiet. Siedzimy więc jak trusie, choć jak to później w nocy mówi Beata: „Na tej milondze to ja bym nawet z wiaderkiem zatańczyła”.

A potem nastał dzień kolejny, a dla nas Drugi i to był dzień narastającego Kryzysu.

Śpuśćmy więc zasłonę milczenia.

Tym bardziej że po nim nastąpił Dzień Sobotniego Odrodzenia gdy wszystko zaczęło wychodzić, dzień upływał na wylegiwaniu się na słońcu, grze w Mafię (kto nie grał niech żałuje), czytaniu sprośnych kawałków naszych wieszczów i radosnej pracy na warsztatach. To wtedy pobiłam życiowy rekord (kto wie, czy nie został już ustanowiony na stałe) w ilości wytańczonych kanapekJ. Przez pół minuty na zakończenie warsztatów z Kasią i Mateuszem dane mi było podczas ćwiczenia poczuć na czym polega Magia Mateuszowego Ujęcia (potem rozumiałam co to może znaczyć dla kobiety zatańczyć z nim, gdy potem już choćby potop….). Milonga znowu piękna, pięknie tańczona, pięknie obuta. Oj, Kopciuszek by się tu nie przebił ino z pięknym liczkiemJ

Dane mi było tańczyć z Januszem który sprawiał że każda tańcząca z nim kobieta piękniała i czuła się jak królowa, udało mi się poznać autora 8 kroków tanga, poznałam skromną i mądrą Monikę, zauroczyłam się tym jak tańczy Edi, a tango….tango okazało się znowu nieodkryte…

 



UROCZYSKO – niezwykłe miejsce, niezwykli ludzie - relacja Bożeny z Tangowego Babiego Lata 2009


gdzie kąpiel w jacuzzi bierze się przy  świetle gwiazd i księżyca, delektując się dobrze schłodzonym szampanem, poddając rozkoszy masażu stóp przez partnera… , a tango tańczy się do 4 rano, nawet przy muzyce z telefonu komórkowego J.

Uroczysko – to miejsce, gdzie kobiety są wielbione i wszystkie są piękne i pięknie tańczą, (nawet, jeśli czasem depczą partnerowi po palcach ).

To magia miejsca, magia ludzi, którzy są gospodarzami i gośćmi.

Panuje tu cudowny zwyczaj (niestety, w Warszawie zupełnie nieznany), że tańczą wszyscy ze wszystkimi ! Również nauczyciele nie wstydzą się poprosić do tańca zupełne nowicjuszki J.

Tu na milongach  nie ma kobiet siedzących cały wieczór w kącie – tu tańczą wszystkie, również z tymi najlepszymi tangeros.

Uroczysko – to miejsce, w którym króluje Kasia ze swoją olśniewającą urodą i szelmowskim błyskiem w oczach, prześlicznie tańcząca,  bez cienia zarozumiałości, i Irek, przy którym czułam się  bardzo bezpieczna i na swoim miejscu, mimo niewielkich jeszcze umiejętności.

Jego spokój, opanowanie i czujna uwaga na każdy nasz krok, gotowość do natychmiastowej pomocy w opanowaniu trudniejszej figury, pomogły mi przełamać zahamowania i cieszyć się tańcem bez stresu!

Uroczysko to nie tylko tango. To również wypady do teatru, nauka wspaniałego tańca Chacarera, śpiewy przy ognisku, wedrówki do sklepu po wino…

              Od kiedy na Blautango zobaczyłam informację o Tangowym Babim Lecie, wiedziałam, że muszę tam pojechać!

Zaczęło się namawianie moich tangowych partnerów na wspólny wyjazd. Cóż: jeden nie mógł, drugi nie chciał, trzeciemu było za daleko…

Teraz jestem im wdzięczna, ze pojechałam sama. To dzięki Adasiowi z Wrocławia (zawsze uśmiechnięty, świeży, pachnący i pilny) poznałam smak nauki tanga z partnerem, który nie traktuje każdej mojej „wpadki” jak zniewagi osobistej! J.

Uroczysko – już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z tym czarownym miejscem i jego niezwykłymi gospodarzami i wspaniałymi gośćmi.

Jak  zwykle, nie mam partnera, ale już Kasi w tym głowa, żebym miała z kim doskonalić moje umiejętności tangowe.

 
 

Milonga w Kliczkowie okiem Doroty


 
Dawno, dawno…. trzy milongi temu byliśmy w Kliczkowskim Zamczysku. Jechaliśmy przez lasy i knieje i przez mgłę przeogromną i ciemność i nieużytki. I nieraz traciliśmy wiarę czy dobrze jedziemy, a wydruk z Google był nam ostatnią nadzieją.
Dojechaliśmy, droga do zamku godna, piękną aleją zajechaliśmy, zamek urokliwie podświetlony ale my podwiewani zimnem po milongowych kreacjach szybko truchtaliśmy do ciepła (za to teraz spokojnie zamek na zdjęciach podziwiać możemy i tak, to rzeczywiście tak było). Ciepła, jak w prawdziwym zamczysku, raczej człowiek nie uświadczy, ale po wdrapaniu się na poddasze już się na tyle rozgrzaliśmy ze mogliśmy ściągnąć kurtki i płaszczyki.
Sala olbrzymia, my dostaliśmy stolik ze skraja, tuz przy barmanie.  Stolik właściwym określeniem nie jest bo zasiedliśmy przy olbrzymiej połaci białego obrusa, który sprawiał, że konwersacja z sąsiadem z przeciwka jedynie na niewerbalnych sygnałach się mogła opierać. Wielka, biała płaszczyzna obrusu stworzona wprost była pod wielką konsumpcję,  obok właśnie Niemcy na swoich stołach zaczęli wieczerzać, a my się z niepokojem rozglądać. Wielką sale zajmowały wielkie stoły, parkiet owszem był, ale muzyki ani trochę.
Niby wiedzieliśmy ze będzie…ale kiedy..?
Tym bardziej że człowiek trochę przegłodzony, zwarty, gotowy- no jak na milongę….
I wreszcie zagrali. I na parkiet pusty i dziewiczy ruszył jako pierwszy nasz, już prawie zupełnie nasz Roberto z Kasią. Buty Roberto a`la Chicago rasowo gładziły podłogę (widać je nawet na najciemniejszych zdjęciach), potem więcej naszych: Kasia z Irkiem, Wojtek z Iwoną, Ewa z Kubą….Parkiet okazał się dla nas szczęśliwy i w sensie dosłownym (żadnych strat w ludziach) i metaforycznym- oj działo się, działo…Oprócz cudnych tang z tymi, z którymi lubimy tańczyć, Kasia, Iwonka i Joasia tańczyły z Boskim Leandro (ale powiedziały że jeszcze będą potem dalej tańczyć…), ja straciłam przedtangową niewinność z obcym Niemcem co go sama oczami poprosiłam….(czy to ja narzekałam na regafie na cabaceo ?:-))))))
Potem był powrót i chwała Wojtkowi że nas dowiózł w jednym kawałku (tzn każdego z nas w jednym osobnym kawałku…bo my mimo dzielnych zapewnień że będziemy z nim czuwać a nawet dbać o to żeby nie zasypiał, przebijałyśmy się przez zaporę snu tylko niekiedy….gdy tymczasem mgła jeszcze większa była(aż się wierzyć nie chce…) a autostrada jeszcze dłuższa….
Teraz oglądamy zdjęcia i czekamy z nadzieją co tangowa przyszłość przyniesie…J))

 
Dorota C.
 
listopad 2009

 

 

Czy tango to taniec słowiański, rodem spod Kruszwicy?

Nie wszyscy jednak są przekonani, że to Argentyna jest matką tanga. Otóż pewien polski anonimowy poeta w swym poemacie (notabene będącym żartobliwą przeróbką „Pana Tadeusza”) udowadnia, że tango jest tańcem słowiańskim, mającym swe korzenie w Polsce. Tańczono go ponoć już w odległych czasach w naszej Ojczyźnie. A dowód macie poniżej. Przytaczam tekst tego poematu.

„Już i tańce czas zacząć, Sędzia głową skinął
i rzekł: „Maestro, TANGO ARGENTINO”,
Lecz tu Podkomorzy ostro się sprzeciwił, mówiąc:
„ No Imć Sędzio, młodym bym się nie dziwił,
że mogą nie pamiętać, iż Argentyńczycy,
przechwycili ten taniec rodem spod KRUSZWICY.
Jest to pląs prasłowiański, zwany TAN GONIONY,
Z czego powstał skrót TANGON niecnie zagrabiony.

Dzisiaj pod nazwą TANGO robi znów furorę,
niemniej trzeba pamiętać, iż jest on wytworem
naszej sztuki tanecznej, naszego folkloru,
wyrazem animuszu, krzepy i wigoru,
Których to cech Słowianom nie skąpi natura.
Tak więc tango argentyńskie to karykatura tego, co my tańczymy”.

Tu skłonił się Zosi, wąsa podkręcając, do tańca poprosił.
Natenczas Wojski ujął na szelkach wiszący
akordeon ogromny, pozłocisty, lśniący
I zaczął palcami przebierać klawisze,
po chwili palce odjął, poprosił o ciszę,
Zażądał jeszcze wódki, poszeptał coś w stadzie,
wypił, przekąsił, zapowiedział: „Jadziem„
I zagrał.

Podkomorzy rzucił się ku Damie,
przygarnął ją ku sobie, w bok wykręcił ramię.
Ująwszy w swej garści drobną dłoń partnerki,
ruch jej nadał podobny dziobania siekierki.
Chcąc w ten sposób tak złapać, by nie zmylić kroku
raz w dół, raz w górę; patrząc na to z boku,
Rzekłbyś, że drwal się zmaga z sękatym polanem
„Poznaję - woła Hrabia – to TANGO RĄBANE”!

I ruszyli, dwa ciała górą ciasno zwarte,
jęły się kolebać w rytmie na trzy czwarte.
Wnet i nogi  w ruch poszły, tancerz to nie lada,
już pomyka, już płynie, już sunie  w lansadach,
A to krok skraca, a to krok wydłuża,
już sunie po przekątnej jak wiosenna burza. 

W ślad za nim na wietrze łopocą onucki,
on zgiąwszy nogi w pałąk i przysiadłszy w kucki,
Obraca się i fryga, po czym w nagłym skręcie,
takiego tnie hołupca, że wszyscy w zamęcie
rozpierzchli się w panice, chowając pod ścianę
„Poznaję – rzekł Gerwazy - to TANGO KICANE”.

A tancerz krok wydłuża, a potem znów skraca,
Odbija się i w górę wystrzela jak raca.
Wykręca piruety, sadzi koperczaki,
odbija się znów w górę, pada na czworaki
I próbuje się podnieść, wspierając o biurko,
„Poznaję – rzekł Protazy – to TANGO Z PODPÓRKĄ”.

A Sędzia zwabiony widokiem niezwykłym ,
Spojrzawszy tancerzowi w twarz o barwie ćwikły,
Rzekł: „Nie było tancerzów równych jego rangą,
oto odszedł ostatni, co tak tańczył TANGO.”

I cóż, chyba już nikt nie ma wątpliwości co do pochodzenia tanga. Tango to taniec słowiański rodem spod Kruszwicy. Wszak wszystko co polskie, to najlepsze, każdy Wam to powie.

Wraz z małżonką Hanną pozdrawiam Waszmościów z należną Im atencją

Stefan Zdzisław Żółtowski

 

tekst z kwartalnika Związku Rodu Żółtowskich


Lista dialogowa niemieckich wypowiedzi z filmu "Kozetka i milonga na zamku w Kliczkowie" - przetłumaczona przez Magdę K.


Para 1

- Nie trzeba rozmawiać.. . tak.. Uczucie przychodzi.

 

Para 2

- Całym centrum jest kobieta, która pięknie stoi i pięknie się porusza. Która promienieje i jest w tym taka kobieca. To jest piękne.

 

Para 3

- To jest tak: jak się zatańczyło specjalny rodzaj Tanga z kobietą, to nie trzeba się z nią już przespać.

 

Partnerka Reinera

- Nigdy nie wiadomo, co powstanie, co może powstać. Jest to bezpośrednie a moment ten przeżywa się w 100%. Muszę być obecna całą sobą. Moją duszą, moim sercem.

 

Para 3

- Uczymy siebie w całkiem inny sposób. Trzeba naprawdę z poświęceniem zwracać uwagę na tą drugą osobę.

 

Leandro

- Dla mnie jest to sposób na życie. Ono jest prawdą, komunikacją prawdy, językiem, również tańcem. Jest tego tak wiele, że nie mogę dokładnie powiedzieć co to jest Tango.

 

Para 2

- Ja muszę prowadzić i dać jej czas. Dać jej czas aby mogła wykonać swoje kroki. Wyrazić swoje emocje.

 

Para 2

- Jest taki moment gdzie zamykamy oczy, oddajemy się, tulimy się. Co ty sądzisz (zwraca się do partnerki)?

 

Para 1

- (M) Jest to sztuka dogadania się we dwoje.

- (K) To jest trudne dla mnie do powiedzenia. To są zawsze tylko takie frazy (puste słowa) – we dwoje, rozkoszować się tym – może jeszcze tak daleko nie zaszliśmy.

- (M) Pracujemy nad tym.

 

Para 2

- (M) Dla nas jest to centralnym punktem naszego życia. Prawda Erika? Lubimy tańczyć Tango. Pozyskuje się też przyjaciół. Bardzo miłych znajomych. To było też naszym powodem.

 

Para 3

- (M) Nie można tu się przebić jakimiś trikami (oszustwem). Trzeba dawać naprawdę wyraźne znaki.

- (K) To mi się teraz podoba (odnośnie wypowiedzi panaJ)

- (M) Wbrew temu wychowaniu na „Softy” . Ma to też wpływ na realne życie.

- (K) Dokładnie

 

Partnerka Reinera

- Na pewno jest to zmysłowe. Na pewno łączy wiele ludzi i kultur i nie trzeba znać języka tej drugiej osoby, aby się komunikować.



Tango - grzeszny taniec dla zbłąkanych dusz

2009-10-05 18:27, aktualizacja: 2009-10-06 22:22:51

Sto lat temu tango zagościło na europejskich salonach. Rozbudziło ukryte namiętności, wznieciło ogień w sercach kochanków, zafascynowało i oburzyło. Tak jest do dzisiaj. Na czym polega magia tego tańca?
Tango to taniec ulicy. Jego nazwa pochodzi od słów "cum - tan - go". Tak śpiewali afrykańscy niewolnicy, tańcząc w rytm bębnów Candombe na ulicach Ameryki Południowej. Zresztą definicja tanga dokładnie tłumaczy jego pochodzenie. Jest to "zebranie nowo przybyłych murzynów afrykańskiego pochodzenia, w czasie którego tańczy się w rytm bębnów i pałek". 

 / Fot. Cezaro de Luca PAP/EPAW XVIII wieku tango przeniosło się z ulic Argentyny do miejscowych spelun i domów publicznych. Od początku znalazło swoich zwolenników i zagorzałych przeciwników. Namiętności i dramaty na parkiecie były czymś nowym i nieprzyzwoitym, jak na tamte czasy. Dlatego tango wzbudziło niepokój wśród salonowych gości. Tańczono je wszędzie, choć bulwersowało. Obawiano się demoralizacji społeczeństwa, głoszono sodomę i gomorę. Pius X potępił taniec, uznając go za obrzęd grzeszników. Sprzeczny charakter tanga odczuwalny był na każdym kroku. Może dlatego taniec ten, zyskał sobie tak ogromną popularność. Pół wieku później namiętne dźwięki i erotyczne akcenty trafiły do Europy. W 1910 do Francji przyjechał Ricardo Güiraldes, aby zatańczyć tango na oczach paryskich dostojników. Od razu "grzeszny" taniec zyskał sobie popularność i akceptację na europejskich salonach. Od tej pory nic nie mogło powstrzymać fali namiętności i fascynacji, która zalała serca Europejczyków. 

Tango...taniec dla zbłąkanych dusz / Fot. Beatrice Murch (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tango_Lesson_with_Guardia_Tanguera_08.jpg)Wszystko dlatego, że tango to taniec pełen emocji. Jest on przede wszystkim kłótnią kochanków. Można sobie pokrzyczeć, wyładować złość a nawet rozstać się. Ale można też zatańczyć. Ponieważ taniec jest najlepszym sposobem na rozładowanie emocji. A w tangu od ich nadmiaru aż iskrzy. Przesycony erotyzmem, dominacją i namiętnością taniec, elektryzuje partnerów bez względu na wiek, stopień zażyłości, czy status społeczny. Tango to pionowy wyraz poziomych pragnień. Trzy minut pojedynku kobiety i mężczyzny staje się dla partnerów wiecznością. Tango jest wewnętrzną walką. Chciałeś/aś kiedyś uciec, ale coś cię zatrzymywało? Takie właśnie jest tango. To głęboki wir tęsknoty i odwieczna potrzeba wolności.

Namiętność i pasja...oto tango / Fot. Jonathan Lewis (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Buenos_Aires_Tango.jpg)W Polsce tango pojawiło się w roku 1913. Lucyna Messal i Józef Redo po raz pierwszy zatańczyli je w spektaklu "Targ na dziewczęta". To był początek polskiej mody na tango. Później w naszym kraju zorganizowano pierwsze milongi, czyli tangowe spotkania taneczne. Ta najpopularniejsza odmiana tanga, szybko znalazła pierwszych pasjonatów. Dziś Warszawa, Wrocław, Kraków i Katowice to prawdziwe centra tanga argentyńskiego. Ale do tanga trzeba dojrzeć. Na ogólnopolskich milongach średnia wieku wynosi 40 lat. To dlatego, że każdy krok tanga trzeba przemyśleć i poukładać. A to nie jest łatwe. Nauka tańca namiętności wymaga wysiłku, cierpliwości i świadomości ciała oraz umysłu. 

Chciałeś kiedyś uciec? W tangu nie ma ucieczki, jest emocja / Fot. GdV (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tango_Boca.jpg)Jednak liczba zainteresowanych kursami tańca wzrasta, bo tango pozwala, aby przez milczenie podzielić się swoimi troskami. Na milongi przychodzą osoby, które się nie znają, nic o sobie nie wiedzą. Ale przełamują swoje opory, przywierają do siebie ciałami i uważnie stawiają pierwsze wspólne kroki. Emocja jak żadna inna. Tango to grzeszny, cielesny, namiętny taniec. Ale jest ukojeniem dla zbłąkanych dusz. Miłość i nienawiść, radość i smutek, szczęście i dramat. Takie właśnie jest tango. Kiedy poszłam na kurs tańca, bliskość, jakiej wymaga ten taniec była dla mnie przestrzenią nie do przebycia. Po kilku miesiącach tango stało się lekiem na całe zło. 
Joanna Oreł

Źródła:http://tango68pl.webpark.pl/ 
http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_tanga
Artykuł pochodzi z :


Taniec Prawdziwego Mężczyzny


Artykuł ze strony "Złotej Milongi" w Warszawie


W miesięczniku firmy Wittchen zajmującej się sprzedażą wyrobów skórzanych ukazał się tekst Agustina Egurroli - zaskakująco lekko napisany i dobrze oddający ducha tanga, choć i jego autoromi nie udało się w pełni ustrzec przed niektórymi złudzeniami i iluzjami tanga.
Poniżej drukujemy jego fragmenty (pełny tekst można znaleźć w Złotej):



"Tango to nie jest taniec dla chłopców, ale dla dojrzałych mężcyzn. Kiedy miałem okazję być na milondze w Buenos Aires, ku mojemu zdumieniu to starszy pan po siedemdziesiątce cieszył sie największym powodzeniem wśród kobiet. Każda z obecnych marzyła, by z nim zatańczyć. A w tańcu - przytulone policzkiem, z zamkniętymi ocami - przenosiły się dzięki niemu w inny świat. Sam nie uwierzyłbym w taką historię, gdyby nie fakt, że rozegrała się na moich oczach.

Prawdziwych tancerzy tanga nie poznaje się po tym, że potrafią wykonać skomplikowaną i efektowną choreografię, ale po tym, że są w stanie zatańczyć z nieznajomą kobietą. Ten, który umie tańczyć tango, musi być nie tylko perfekcjonistą, ale również facetem z krwi i kości, potrafiącym wsłuchać się w ciało partnerki i jej potrzeby. Dlatego prawdziwy tangero to dla mnie ideał mężczyny. On swoim zachowaniem nie manifestuje własnej siły i męskości, bo jest ich absolutnie świadom. Koncentruje się na tym, żeby tańcząca z nim kobieta rozumiała go i podążała za każdym jego krokiem. Zawsze wydawało mi się, że to technika, szybkość i efektowne figury stanowią w tańcu to coś, dzięki czemu można wzbudzić podziw i fascynację. A jednak myliłem się. Na argentyńskiej milondze zobaczyłem, że kobietom najbardziej podoba się bezpieczeństwo, które daje im dojrzały partner. To on odgrywa rolę kluczową. I choć znamy słowa przeboju "bo do tanga trzeba dwojga", to partner kreuje w tangu ruch pary, narzuca tempo i kierunek. Tancerka podąża za nim, posłuszna jego decyzjom, dodając do ruchu swój seksapil i wdzięk.

W żadnym innym tańcu kobieta nie jest tak wsłuchana w partnera. W tym tkwi wyjątkowość tanga - absolutna harmonia, nie tylko ludzi, ale także ruchu i oddechów. Która kobieta nie pragnie znaleźć się w ramionach szarmanckiego mężczyzny, wiedząc, że on się nią zaopiekuje, ale też pozostawi przestrzeń dla jej własnej realizacji? Która nie pragnie miłości i namiętności w tańcu? Który zaś mężczyzna nie marzy o tym, by dać to wszystko swojej ukochanej? W tangu tancerze tworzą silną, niemalże metafizyczną więź, ponieważ pragną tego samego - zatracić się w miłości. Nie muszą przed sobą grać i udawać. Mają wspólny cel - przeżyć coś pięknego i niepowtarzalnego. Są jak w transie, który może ciągnąć się przez kilka kolejnych tańców, a czasami trwać całą noc albo nawet lata. Bo tańczenia tanga dla wielu staje się całym życiem. Myślę jednak, że prawdziwe namiętne tango może się zdarzyć tylko w Buenos Aires, gdzie do dziś zachowało swoją odmienność i niepowtarzalny charakter.

Tango od momentu powstania miało erotyczne zabarwienie, co okryło je złą sławą. Wyrosło na ulicach Buenos Aires i Montevideo w XVIII wieku, gdzie tańczyli je marynarze i robotnicy w spelunkach i domach publicznych, chcąc dać upust swoim namiętnościom i żądzom. Uważane za taniec nadmiernie zmysłowy i wyuzdany, na europejskie salony trafiło dopiero na początku XX wieku. Wywołało zagorzałą dyskusję, w której zabrał głos sam papież Pius X, uznając tango za nieprzyzwoite. Stary Kontynent nie był gotowy na taki przełom. Tak jak w przypadku innych tańców, które trafiły do Europy z Ameryki Łacińskiej, próbowano ustandaryzować rytm, muzykę i figury tanga, aby wprowadzić je na salony. Oryginalną wersję tańca znamy pod nazwą tanga argentyńskiego.

Symboliczny i wiele mówiący o tangu jest sposób, w jaki ludzie, w szczególności w Argentynie,zapraszają się do tańca. Nie ma tu żadnych słów ani próśb. Jest tylko spojrzenie. Jeżeli przez dłuższy czas partnerzy patrzą w swoją stronę - jest to sygnał, że chcieliby się poznać. Później następuje już jedynie lekkie skinienie głową i za chwilę wtuleni w siebie suną po parkiecie.

Każdy powinien choć raz w życiu zatańczyć swoje tango, które przyniesie mu radość, spełnienie i pozwoli wyrazić pragnienia i tęsknoty, o których często wstydzimy się mówić. A panom w szczególności życzyłbym, żeby w wieku siedemdziesięciu lat ustawiała się do nich kolejka kobiet, pragnących ruszyć z nimi do tańca."